Sklep Internetowy BEST-O
Niech usłyszy cały świat, co wydarzyło się dokładnie 20 lat temu
MIRPOL BIAŁYSTOK – ITK NOTEĆ INOWROCŁAW
Dzięki uprzejmości Pana Krzysztofa Łaszkiewicza, który ma w swoim archiwum zapis audio z meczu o awans do ekstraklasy nasz portal właśnie dziś opracował i opublikował to nagranie.
👉Poniżej fragment książki pt ” WSZYSTKO DO KOSZA” autorstwa Pana Krzysztofa Łaszkiewicza, która szykowana jest do wydania w 2022 roku
 📘Trener Chudeusz nie należał wprawdzie do ludzi przesądnych, ale dmuchając na zimne, stara się, aby wszystko realizowane było tak jak przed pierwszymi, zwycięskimi potyczkami w Białymstoku. Tak więc siłą rzeczy znalazłem się w autokarze wiozącym koszykarzy z hotelu do hali Włókniarza w białostockiej dzielnicy Antoniuki, gdzie rozgrywali swoje mecze gospodarze. Fantastyczna była wiara szkoleniowca w końcowy sukces, która na szczęście emanowała na cała ekipę. Przejmująca była też cisza jaka zapanowała w autokarze po obejrzeniu w drodze ostatnich fragmentów filmu Gladiator. Nie wiem jakich słów użył podczas odprawy trener, ale zanim skupieni koszykarze poczęli wysiadać z autokaru, usłyszeli tylko mocno wyartykułował słowa ,, idźcie i zróbcie to”. Po 20 minutach wszyscy razem wybiegli na parkiet przy ogłuszających gwizdach miejscowych kibiców i jasnym stało się, że im bardziej wzrastała nieprzychylność blisko 2,5 tyś. publiczności, tym większa była wola walki koszykarzy z Inowrocławia. Kluczem do sukcesu okazała się znakomicie realizowana obrona strefowa, w której brylował grający od pierwszej minuty 38 letni już Jarosław Marcinkowski. To był popis gry w obronie, znanego przecież z ofensywnych poczynań snajpera Noteci. Odnosiło się wrażenie, że stojący z rozpostartymi rękoma w pierwszej linii strefy Dino, zajmuje niemal pół boiska. Zadania ofensywne spoczywały w tym układzie na znakomicie dysponowanym Kevin Turnerze, który w pierwszych dwóch odsłonach trafił 8 z 11, a w całym meczu 12 z 20 rzutów Noteć prowadziła (27-17, 43-31, 58-46) i kontrolowała spotkanie od 8 do 39 minuty meczu. Nerwowo zrobiło się dopiero w ostatniej minucie meczu, przy stanie 69-65 dla Noteci, po stronie piłki wyprowadzanej z własnej połowy i niesportowym faulu Ticiano Maziji na Andrieju Sinielnikowie. Kapitan Mirpolu wykorzystał dwa rzuty wolne, a kolejną akcję zakończył trafieniem, doprowadzając na 24 sek przed ostatnim gwizdkiem, do remisu 69-69. Teraz wszystko pozostawało w rękach Turnera, pod którego Jerzy Chudeusz podczas przerwy na żądanie, rozrysował ostatnią akcję meczu. Amerykanin, nie atakowany przez stłoczonych w po 3 sekund białostoczan, długo kozłował piłkę niemal na połowie boiska, aby na 5 sekund przed końcem ruszyć na kosz gospodarzy z zadaniem trafienia, lub wymuszenia faulu. Metr przed obręczą, dosłownie oparł się w wyskoku o wyciągnięte w górę ręce białostockich koszykarzy i posłał piłkę w stronę kosza. Ta odbiła się od deski, zatańczyła na obręczy i kilkakrotnie podbijana przez walczących o nią koszykarzy, trafiła na ułamek sekundy do Wojciecha Ziółkowskiego. Gracz Noteci popisał się największym zmysłem i skocznością, strącając piłkę na drugi metr od obręczy, z lewej strony atakowanego kosza, prosto w ręce Kevina Turnera. Tym razem gracz Noteci już się nie pomylił, posyłając piłkę wysokim lobem nad atakującymi go obrońcami Mirpolu wprost do kosza, dał zwycięstwo Noteci wynikiem 71-69. Chwilę po tym szaleńcza szarża Sinielnikowa, po którego rzucie z połowy boiska pitka trafiła obok obręczy, zakończyła spotkanie, a w białostockiej hali zapanowała grobowa cisza. Nie było już na parkiecie koszykarzy Noteci, którzy pomni wydarzeń po końcowym gwizdku drugiego meczu finałów, momentalnie skryli się w swojej szatni, gdzie odtańczyli swój taniec zwycięstwa. Dopiero po dłuższej chwili, zachęcani przez dziękującym kibicom za doping graczom Mirpolu, na parkiet ponownie pojawili się szczęśliwi inowrocławianie, których powitała………… burza oklasków w wykonaniu stojących kibiców. To było nie tylko podziękowanie za wspaniałe widowiska w finałowej batalii, ale też wyraz uznania klasy i umiejętności przeciwnika. Co więcej, jeszcze podczas przemieszczania się do autokaru oraz w czasie wyjazdu spod hali, ekipie inowrocławskiej towarzyszył szpaler bijących brawa miejscowych kibiców. Nigdy przedtem, też nigdy później, towarzyszący Noteci przez blisko dekadę w roli sprawozdawcy radiowego autor, z taką sytuacją się nie spotkał.